sobota, 02 styczeń 2010 00:00

Casting z czym to się je?

ŁK: Grześku, wiem że ostatnio interesuje Cię wędkarstwo castingowe, powiedz skąd się to u Ciebie wzięło?

GG: Mój pierwszy kontakt z wędkarstwem castingowym rozpocząłem od strony internetowej jerkbait. Szczegółowe opisy sprzętu, przeprowadzane testy, oraz relacje ze zlotów zafascynowały mnie i były jak magnes. Zacząłem szukać mojego pierwszego zestawu castingowego. Szybka decyzja padło na wędkę dragona milenium 6” do 60gr i kołowrotek (przyp. multiplikator) nisko-profilowy konger  imperial multi cast...

ŁK: Czy to musi być tak ciężko? i czy to droga impreza?

GG: W castingu przynęty zazwyczaj są sporej wagi, dodatkowo sama technika jerkowania wymaga stałej kontroli nad przynętą, stąd kij musi być solidny. Podstawowy zestaw można już skompletowaś w granicach 300-500 PLN, nie wiedziałem jednak kiedy worek zakupów się rozwiązał, a to bardzo potrzebna nowa wędka albo kołowrotek. Równocześnie musiałem  rozszerzyć paletę przynęt o woblery  bezsterowe popularnie zwane ”jerkami”.

ŁK: O właśnie, co byś tu polecił?

GG: Z ogromnej oferty firm specjalizujących się w  produkcji jerkbaitów wybrałem sprawdzoną firmę Salmo. Ich  dwa podstawowe modele slider 10cm oraz fatso 10cm  wszyskie w wersji tonącej. Sildery  należą do grupy Gilder i cechuje je  energiczne skręcanie na zmianę w prawo i w lewo. Natomiast fatso należy do pullbaitów i cechuje go praca w płaszczyźnie pionowej, a przy opadzie delikatnie pracuje co doprowadza szczupaki do szału. 
 

ŁK: Dzięki za wyjaśnienie tego całego slangu :) Jednym słowem technika prowadzenia tych jerków polega na....?

GG:Możliwości prowadzenia jerkbaitów są praktycznie nieograniczone i zależą tylko od inwencji wędkarza. Mogą  to być krótkie albo długie podciągnięcia, agresywne lub łagodne szarpnięcia szczytówką. 

ŁK: A sama technika rzutu...

GG: W castingu nie trzeba silnych wymachów jak w spinningów  ponieważ przynęty są przeważnie sporej wagi, ale dopóki nie dojdziemy do wprawy musimy być czujni i odpowiednio ustawiać magnetyczny hamulec tak aby przynęta po zwolnieniu przycisku bardzo powoli zjeżdżała. Gdy dojdziemy stopniowo do wprawy możemy  odkręcać hamulec co spowoduje wydłużenie rzutów  ale będziemy bardziej narażeni na niekontrolowany ruch szpuli co nie ustrzeże nas przed tak zwana brodą. Podobnie będzie się działo kiedy będziemy rzucać pod wiatr, mimo ich masy, lotność jest gorsza i sprawi, że  szpula będzie się obracała a  przynęta będzie wyhamowana. 

ŁK: A jerkowanie na Klimkówce?

GG: Jak każdy zapalony spinningista nowy sezon otwieram na Klimkówce zazwyczaj poszukiwaniem czerwcowych szczupaków. Wybór pada często na rejon cofki jeziora. Woda jest tu najcieplejsza a jej głębokość oscyluje w granicach 5m w starym korycie rzeki Ropy.
 

 ŁK: I jak to bywało na początku?

GG: Rzuty wychodziły mi nadspodziewanie dobrze choć odległość nie była jakaś imponująca, ale  pierwsze koty za płoty i byle do pierwszego brania. Na pierwsze brania doczekaliśmy się w  zatoce, rzut na podwodny uskok pierwsze podciągnięcia jerka i siedemdziesiątka wyładowała w łodzi, zdjęcie i ryba w wodzie. Szczęśliwym jerkiem okazał się fatso w naturalnym kolorze. Wędkowaliśmy wtedy jeszcze  do wieczora, a  jedynie nasze próby  kwitowały małe szczupaczki, albo odprowadzały przynęty  do samej łodzi. 

ŁK: Powiedz mi jeszcze w jakich miejscach na Klimkówce można efektowanie wykorzystać zestaw castingowy z jerkiem na końcu?

GG: Po kilku latach od powstania Klimkówki, jak na każdej nowo powstałej zaporówce, populacja szczupaka była imponująca. Pojawiły się pierwsze metrówki, jednak pomimo zarybień łowisko stopniowo przekształciło się w sandaczowe. Teraz jedynie możemy liczyć, że uchowały się nam pojedyncze profesory. Niestety przeważająca głęboka woda w jeziorze pozostawia nam poszukiwanie dobrych miejscówek w rejony linii brzegowej, płytkich podwodnych uskoków, zatok.

ŁK: Dzięki za rozjaśnienie tematu myślę, że jeszce będzie okazja do tego wrócić :)

Tajniki castingu przybliżał

Grzegorz Grzywacz

 

Dział: Artykuły
sobota, 05 styczeń 2019 19:54

Jak ukręcić sandaczowego koguta?

Nie ważne czy łowimy w upalny dzień, poszukując ospałych sandaczy w ich kryjówkach, czy też jesienią trafimy na agresywnie żerujące ryby - koguta warto mieć w swoim pudełku. Ta przynęta łączy w sobie 2 na pierwszy rzut oka trudne do pogodzenia cechy:

  • z jednej strony agresywnym, mocnym uderzeniem w dno potrafi sprowokować nawet najbardziej ospałego drapieżnika, stuknięcie o kamienie, czy też obłoczek mułu wzbijany przez ciężką główkę nie pozostawia sandacza obojętnym,
  • z drugiej zaś, puszysty ogon nawet nie poruszany, leżący na dnie, ożywa animowany nawet najbardziej delikatnym ruchem wody, co sprawia, że nawet wtedy pracuje, budzi zainteresowanie i prowokuje.

Do wykonania takiego cudeńka potrzebujemy:

  • główek jigowych - nie musimy tutaj zwracać uwagę na ich szczególną jakość, drut z którego są wykonane powinien być jednak na tyle elastyczny aby dawał się zagiąć, tak by w utworzony łuk można było wetknąć kotwicę. Waga główek zależy od tego jaki sposób prowadzenia preferujemy, czy zależy nam na mocnym opukiwaniu dna czy też stawiamy na dłuższe szybowanie,
  • farbowanych kapek koguta,
  • chenille/krystal chenille, z których będziemy formować "tułowie" naszych kogutów,
  • może przydać się także standardowe muchowe imadło i finiszer.

Do dzieła:

Prowadzenie? Zazwyczaj będzie to agresywny opad z mocniejszym podbiciem i bezwzględną kontrolą linki w każdej fazie łowienia. Taka technika wymaga mocnego, stosunkowo sztywnego wędziska i kołowrotka, który wytrzyma znaczne przeciążenia wiążące się z szybkimi zmianami tempa i operowaniem stosunkowo ciężkimi przynętami. Myślę, że radość z sandacza złowionego na własnoręcznie wykonaną przynętę będzie podwójna, tym większa jeśli po wszystkim zwrócimy mu wolność.

Koguty kręcił: Grzegorz, wideo: Maciej

Dział: Artykuły